
(...) Jack usiadł na jednym z wygodnych foteli i w milczeniu podziwiał majestatyczne widoki rozciągające się wokół — z jednej strony mające miliardy lat góry przykryte warstwą śniegu, a z drugiej panorama Denver przykrytego warstwą smogu. Zaczął nerwowo obmacywać kieszenie, ale przypomniał sobie, że to nie jest jego ubranie. Westchnął rozczarowany i zamierzał powrócić do rozglądania się po okolicy, gdy nagle w jego polu widzenia pojawiła się paczka papierosów trzymana w zgrabnej rączce. Teraz dwa nałogi walczyły w głowie Jacka — z jednej strony mógł sięgnąć po paczkę, a z drugiej mógł najpierw nacieszyć oczy widokiem tego, co było dołączone do owej rączki.
- Tego pan szukał?
Agentka Stoner wydała mu się w tej chwili drugą Matką Teresą, z tą różnicą, że nie była zakonnicą, nie była za niska i za chuda, a w dodatku namawiała go do palenia. No, właściwie, to nie miała absolutnie nic wspólnego z Matką Teresą i głównie dlatego tak go pociągała.
- Prosiłem już, żebyś mi mówiła po imieniu...
- Prosił pan też, żebym wzięła z panem kąpiel, ale nie wszystkie marzenia się spełniają — ten ton już bardziej do niej pasował.
Jack czuł się okropnie — w ciągu jednego dnia stracił dobrą opinię w oficjalnych aktach, szacunek do samego siebie, odrobinę nadziei na rozkoszne chwile z agentką Stoner, że o wyłamanych drzwiach w jego mieszkaniu już nawet nie wspominając. Raz w życiu miał szansę nie wyjść na kompletnego durnia, a być może nawet dorobić się wpisu w encyklopedii, a jedyne co mógł powiedzieć, to "nie pamiętam nic, co miało miejsce przed rokiem 1995". W sumie mogło być gorzej, na przykład, gdyby przyznał się, że nie pamięta nic, co miało miejsce przed zeszłym wtorkiem — wypadłby jeszcze gorzej w oczach zebranych, ale trochę mniej rozmijałby się z prawdą.
- Może mogę panu jakoś pomóc? - Takie pytanie w ustach agentki Stoner brzmiało dosyć podejrzanie, więc Jack postanowił podejść z dystansem do tej propozycji.
- Jeżeli nie jesteś nimfomanką, to raczej nie.
Cóż, najwyraźniej jego słowa nie zabrzmiały zbyt przekonująco albo jego charakter za mało odpychał Stoner, bo usiadła na fotelu obok i robiła minę zbliżoną do współczucia. Przeraziła go jeszcze bardziej, kiedy zapytała:
- Czy wie pan, co ja robię, kiedy mam problem?
- Biegasz nago po korytarzach?
- Nie — nie wysiliła się nawet na żadną zjadliwą odpowiedź.
- To nie chcę wiedzieć... - w przeciwieństwie do Jacka, który nie miał teraz zupełnie ochoty na rozmowę. Chociaż musiał przyznać, że aż dostawał gęsiej skórki na rękach, słuchając jej głosu.
- Nie myślę o tym problemie i wtedy rozwiązanie samo do mnie przyjdzie, kiedy nadejdzie odpowiednia chwila.
- W takim razie mam nadzieję, że nigdy nie będziesz musiała podejmować decyzji o ułaskawianiu skazańców, bo mogą nie dożyć tej "odpowiedniej chwili".
Stoner wyglądała na nieco zaskoczoną postawą Jacka, a on sam też z coraz większym zaciekawieniem przysłuchiwał się dialogowi. Co prawda formalnie brał w nim udział, ale zazwyczaj w sytuacji, kiedy znajdował się pod presją, górę brała podświadomość i praktycznie wszystkie słowa wylewały się z niego automatycznie. A, że charakter miał miejscami nieciekawy, to bardzo często musiał potem żałować takich słów.
- Już odetchnął pan trochę? - Jack miał wrażenie, że wszystkie te pytania Stoner dokądś zmierzają.
- Mhm.
- To dobrze, bo nie znoszę mazgajów i idiotów. A teraz szybko na salę! - Jej ton diametralnie się zmienił i to na tyle, że Jack wolał nie dopytywać się, do której z wymienionych kategorii właśnie go zaliczyła. (...)
© Frey United Adam Barczyński
wydawnictwoksiążki na latoKONTAKT
© 2022-2026 Wydawnictwo Frey United - old time radio